Dzisiaj świętujemy apostoła Mateusza. Muszę przyznać, że jest to moja ulubiona postać z serialu The Chosen z różnych względów (już bardzo niedługo więcej o tym będziecie mogli usłyszeć 🙂 ), ale chyba najważniejszym jest dla mnie to, że zaczęłam z dużo większym realizmem patrzeć na tego właśnie apostoła. Dobrze wiedziałam, że Mateusz był celnikiem i że wcale nie oznacza to zatrzymywania na granicy ludzi, którzy powinni zapłacić cło, ale to, że pracował dla okupanta, pobierając wysokie podatki od swoich żydowskich braci. Wiedziałam też, że poborcy podatkowi często dyktowali dużo wyższe stawki niż żądali rzymianie, by wzbogacać się kosztem ubogich. Wydawało mi się jednak, że w momencie kiedy Jezus powiedział „Pójdź za Mną”, a on wstał i poszedł za Nim, cała rzeczywistość odmieniła się bezpowrotnie i Mateusz stał się kochanym przez wszystkich przyjacielem… tak przecież być nie mogło!
Często zastanawiamy się nad tym czy Mateusz był godny tego, by Jezus na niego spojrzał; pytamy jak to możliwe, by ktoś tak bogaty szybko zdecydował się zmienić całe swoje życie. Chyba jednak rzadko zdajemy sobie sprawę z tego jak wielki żal musieli mieć żydzi wobec Mateusza za ogromną zdradę jakiej się dopuścił, kolaborując z okupantem i jak ciężko było mu to wybaczyć. Apostołowie z pewnością nie raz wypominali Mateuszowi jego przeszłość!
Każdy z nas popełnił w życiu błędy, które po latach stają się ogromnym ciężarem. Czasami wypominają nam je wprost inni, a czasem tak bardzo nie umiemy wybaczyć sobie, że mimo wielokrotnego oddawania tego Bogu na spowiedzi, nie potrafimy zamknąć jakiegoś rozdziału. Myślę, że dzisiaj świętując razem z Mateuszem możemy prosić go o wstawiennictwo w tej szczególnej sprawie – by nasza przeszłość nie przesłoniła nam teraźniejszości. Bóg zawsze widzi nas tu i teraz. Obyśmy z odwagą potrafili budować to, co Boże, pamiętając, że nasza historia (jakakolwiek by nie była) ukształtowała nas w taki sposób, że chcemy iść dzisiaj za Jezusem. To zawsze warto świętować.
W ostatnim czasie w niedzielnym drugim czytaniu czytamy list św. Jakuba. Jest tam wiele ciekawych wątków – bardziej i mniej znanych. Modląc się dzisiaj tym listem, moją uwagę zwrócił fragment, któremu nadano umowny tytuł „Zawodność planów ludzkich” (Jk 4, 13-17):
Przeczytałam dzisiaj historię
W niedzielę wracałam z ostatniego wakacyjnego wyjazdu, wspominając wiele niesamowitych chwil ostatnich dwóch miesięcy, ale też z ciekawością myśląc o nadchodzącym roku szkolnym, który zapowiada się z wielu powodów fascynująco. Nie spodziewałam się jednak, że inspirujące doświadczenia czekać mnie będą na zwyczajnej trasie S8 między Wrocławiem a Warszawą. Niebo przede mną pokryte było miękkimi okrągłymi chmurkami, zza których co jakiś czas wyglądało nieśmiało słoneczko i nic nie zapowiadało wielkiej ulewy, która w jednej chwili uderzyła w szybę samochodu. Wystarczyło spojrzeć w tylne lusterko, żeby zobaczyć krajobraz jak z mrocznego filmu – ściana deszczu i ciemność. Miałam wrażenie, że znalazłam się na cienkiej linii łączącej ze sobą dwa światy.
Dzisiaj wspomnienie Bartłomieja (aka Natanael), więc czytamy ten niesamowity fragment Ewangelii, w którym jest tyle ciekawych momentów: „cóż dobrego z Nazaretu”, „chodź i zobacz”, „prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”, „zobaczysz jeszcze więcej niż to”… Każdy z nich nadaje się na oddzielną inspirację do modlitwy i przemyśleń. Ja zatrzymałam się dzisiaj nad słowami: „widziałem Cię pod drzewem figowym”. Nie jestem pierwszą ani ostatnią, która zastanawia się co właściwie wydarzyło się pod wspomnianym drzewem i jak wielkie musiało mieć to znaczenie dla Natanaela skoro natychmiast rozpoznaje, że Jezus jest Synem Bożym. Myślę, że całkiem prawdopodobnie wygląda wersja pokazana w
Dzisiejsza Ewangelia o robotnikach ostatniej godziny, przypomniała mi o moim osobistym doświadczeniu pielgrzymowania sprzed 3 lat. Chciałam się z Wami podzilić dzisiaj tym, co wtedy odkryłam:
Obchodzimy właśnie rok ignacjański – wspomnienie 500 lat od nawrócenia św. Ignacego Loyoli. Okazuje się jednak, że po hiszpańsku, ta rocznica brzmi nieco inaczej, bo świętowane jest 500-lecie „zranienia” św. Ignacego. Mija bowiem 5 wieków od kiedy założyciel jezuitów został raniony kulą armatnią podczas obrony Pampeluny. To był, owszem, początek jego nawrócenia, bo czytając żywoty świętych podczas rekonwalescencji zapragnął swoje życie całkowicie oddać Jezusowi, ale jednak ta „rana” ma znaczenie. Czasem człowiek musi pokonać 2500 km, żeby odkryć taką prostą prawdę.
Pod koniec życia dotrzemy
Ze Światowym Ruchem Katolików na Rzecz Środowiska (dawniej GCCM, teraz Laudato Si’ Movement) zetknęłam się bardzo dawno, bo już w okolicach 2011, kiedy mój znajomy Kenijczyk Allen zakładał ruch działający na terenie Afryki (CYNESA). Ma on na celu angażować młodych katolików w działania ekologiczne. Od tego czasu wiele się zmieniło w świadomości świata (również tego kościelnego), a przede wszystkim papież Franciszek napisał encyklikę Laudato Si’, która powinna nas prowadzić przez zakątki właściwie rozumianej ekologii.
Dzisiaj, tym razem w Warszawie, dalej zamierzam działać na tym styku wiary i duchowości z ruchami ekologicznymi, co dla wielu po obu stronach politycznych i społecznych podziałów wydaje się czymś trudnym. Dla mnie to najbardziej oczywiste miejsce na świecie i myślę nad kolejnymi projektami duchowymi, które pozwolą nam lepiej doświadczyć całego dobra, jakie Pan Bóg podarował nam w innych stworzeniach. Jeśli to również Wam bliskie, stay tuned, bo coś się będzie działo 😉 Zachęcam Was też bardzo serdecznie do podpisania
Postanowiłam napisać dzisiaj trochę o tym gdzie jestem w mojej życiowej drodze, zainspirowana ostatnim
Dwa i pół roku temu podczas jednego z wyjazdów formacyjnych usłyszałam mądrość życiową, która towarzyszy mi do dzisiaj. Jedna prosta zasada: kochaj i śmiej się. Urzekła mnie ona i utwierdziła w przekonaniu, że kiedy ktoś podchodzi do życia ze śmiertelną powagą, coś jest nie tak. Choć wiele łez na mojej drodze ostatnio, to miłość i uśmiech grają w nim jednak główną rolę.
Najnowsze komentarze