Blog Ewy Bartosiewicz

Miesiąc: maj 2026

Kościół w drodze

Zanim w Antiochii nazwano uczniów Jezusa chrześcijanami, posługiwano się inną nazwą: „zwolennicy tej drogi”. Nie zwolennicy nowej doktryny, religii czy prawa. To znamienne, że właśnie „droga” definiowała pierwotny Kościół i to słowo również dzisiaj wydaje się mieć nam wiele do powiedzenia. Greckie słowo ὁδός (hodos) oznacza drogę, ale w jej wielowymiarowej palecie znaczeń. Może to być po prostu ścieżka albo ulica, ale oznacza też podróż, marsz, sposób postępowania, kierunek, w którym człowiek podąża. Słowo synodalność odmieniane dzisiaj w Kościele przez wszystkie przypadki pochodzi właśnie od słowa droga – σύνοδος (syn-hodos), czyli wspólna droga.

Droga wskazuje na jakiś proces. Idąc nią stopniowo zbliżamy się do jakiegoś celu. Nie jest ona jednak tylko koniecznym środkiem, ale nauczycielką życia. Wędrówka uczy nas właściwego rozkładania sił, radzenia sobie ze zmiennością pogody, polegania na swojej intuicji, ale też na towarzyszach podróży. Uczy nas też ufać Opatrzności w momentach, gdy nasza słabość nas zatrzymuje. Powoduje dobre zmęczenie, które w naturalny sposób potęguje nasze poczucie szczęścia. Ideałem wcale nie byłoby teleportowanie się do celu, by uniknąć trudu podróży, bo ona sama jest wartością nieocenioną. Dlatego nasza droga do życia wiecznego ma wszystkie cechy pięknej pielgrzymki, która wiedzie przez kolejne etapy, różnorodne krajobrazy, zaskakujące przygody, momenty wspinaczki i radosnego zbiegania po łagodnym zboczu.

W podróży przez życie nigdy nie jesteśmy sami. Gdyby nawet zabrakło nam towarzyszy w codzienności, Jezus nie odstępuje nas ani o krok. Idzie obok nas ręka w rękę, a w trudnych chwilach niesie nas na ramionach jak pasterz owcę. To jest prawdą nawet wtedy, gdy zupełnie nie odczuwamy Jego obecności. Co jednak ważniejsze, On mówi nam, że sam jest drogą, prawdą i życiem. Co oznacza, że nie ważne którą ścieżką i po jakich chaszczach przyjdzie nam iść. Dopóki jesteśmy z Nim w relacji, On prowadzi nas prosto do celu, gdzie jest mieszkań wiele i gdzie radość się nie kończy.

Kiedyś droga miała jeszcze jedną ważną funkcję – pozwalała nam przeżywać zmiany. Odkąd pojawiły się na świecie samoloty, możemy bez większego trudu w kilka godzin przekroczyć kilka stref czasowych i jeszcze tego samego dnia znaleźć się w innej części globu w zupełnie innym klimacie, kulturze i wśród zupełnie innych problemów. Samoloty niesamowicie ułatwiły nam przemieszczanie się, ale zabrały nam coś bardzo cennego – czas na przemianę serca. Kiedyś pokonanie takich odległości wymagało długich tygodni, a czasem miesięcy podróży, najpierw pieszo, potem konno, dorożką. W każdym przypadku wymagało to odważnej i odpowiedzialnej decyzji by wyruszyć w drogę i wytrwać na niej do końca. Przede wszystkim jednak dawało czas na to, by nasz umysł, serce i dusza przygotowały się do ogromnej zmiany jaka czekała w nowym miejscu.

Dzisiaj podróż, choć wygląda inaczej, też może być dobrą okazją do spędzenia czasu w życiodajny sposób. Ja uwielbiam długie trasy samochodem w dobrym towarzystwie, kiedy jest przestrzeń na głębokie rozmowy, dużo śmiechu i muzyki, ale czasami lubię też wyruszyć w daleką samotną podróż, kiedy mogę śpiewać na całe gardło (szczególnie pieśni paschalne!) albo wsłuchać się w pasjonującego audiobooka. Kocham podróże pociągiem, kiedy nie muszę pilnować drogi i mogę w spokoju popracować, poczytać, pospać, a czasami po prostu przyglądać się krajobrazom za oknem, najlepiej przy zachodzącym słońcu. Latanie też ma w sobie coś szczególnego – obserwowanie świata ponad chmurami i lekkość unoszenia się w przestworzach. Kluczem jest przeżycie tej drogi z pytaniem: „gdzie moje serce potrzebuje dotrzeć?”, a nie „co mogę zrobić dla zabicia czasu?”.

Czego puzzle nauczyły mnie o życiu

Od jakiegoś czasu lubię w wolnych chwilach układać puzzle. Okazało się, że jest to nie tylko dobra forma relaksu, ale też pole do wielu refleksji o życiu. 

Ten kawałek musi tu pasować

Patrzę na puste pole w układance i na puzzel, który trzymam w ręku. Nie mogę uwierzyć, że w tym miejscu nie pasuje. Wzór idealnie odpowiada brakującemu elementowi i kształt się zgadza, a jednak to nie ten. Próbuję kilka razy, bo jestem przekonana, że jak się mocno postaram, to jakoś się tam wpasuje. A jednak to nie jest jego miejsce.

Ile razy już próbowałam swoją wizję świata wcisnąć na siłę w miejscu, gdzie czułam że powinno być coś innego? Trzymam się kurczowo relacji, które nie mają przyszłości; zaangażowań, które mnie niszczą; planów, które nie prowadzą do celu. Chcę zapełnić pustkę, która we mnie jest, nie pamiętając, że są miejsca mojego serca, które wypełnić może tylko sam Bóg. Inne natomiast powinny poczekać na coś, co On dla mnie przygotował. To wymaga cierpliwości, która jest niezwykle trudna, ale konieczna, jeśli chcę znaleźć w życiu pełnię i pokój.  

Tego puzzla nie ma

Patrzę nieustannie na brakujący kawałek w samym środku ułożonej partii układanki. Kłuje mnie w oczy i sprawia nieodparte wrażenie, że kupiłam wybrakowane pudełko. Zastanawiam się nawet po co dalej układam skoro obraz i tak nigdy nie zostanie ukończony. Wydaje się to zupełnie bezcelowe, a jednak cień nadziei sprawia, że kontynuuję. Aż w pewnym momencie brakujący puzzel odnajduje się pośród innych i trafia w końcu na swoje miejsce, choć wcześniej wielokrotnie przerzucałam go w pudełku pełnym klocków, przekonana, że to przecież nie ten.

W moim życiu bardzo wiele może zyskać miano tego brakującego kawałka. Coś za czym tęsknię i mam przekonanie, że gdyby tylko się znalazło, to odmieniłoby mój los. Jeśli skupiam się na poszukiwaniu tego, co wyobraziłam sobie jako doskonałe dopełnienie mojej egzystencji, to opóźniam tylko moment w którym zauważę, że brakujący kawałek cały czas był zaraz obok. Wygląda co prawda inaczej niż przypuszczałam, ale kiedy pozwolę mu rozgościć się w moim życiu okazuje się pasować lepiej niż cokolwiek, co sobie wymarzyłam.

Niewiarygodne, że to tak blisko

Patrzę na większe fragmenty układanki, które już od dłuższego czasu rozwijały się zupełnie niezależnie od siebie i nagle doznaję olśnienia. Zauważam, że jeśli jeden z tych zbiorów obrócę i spojrzę na niego z innej strony, to pasuje on idealnie do tego drugiego i odtąd mogą tworzyć jedną całość. Choć wyglądały jak dwa odległe od siebie uniwersa, okazują się być o wiele sobie bliższe niż przypuszczałam.

Zaskakujące bywa, kiedy odkrywam, że rozwiązanie, którego szukałam znajduje się na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło tylko spojrzeć od innej strony, zmienić myślenie. Na tym właśnie polega nawrócenie (metanoja), bo to w jaki sposób myślimy o świecie kształtuje nasze decyzje i buduje rzeczywistość. Patrzenie na świat oczami Boga sprawia, że to, co wydawało się odległe i niemożliwe, nagle staje się bliskie i osiągalne. Okazuje się, że mój nieznaczący ludzki wkład łączy się z nieskończoną mocą Bożą i zaczyna przynosić owoce, których się nie spodziewałam.

 Doświadczenie ma znaczenie

Patrzę na puzzle, które układam pierwszy raz w życiu, ale jednak widzę więcej niż przy swojej pierwszej układance. Wiem już jak dobrze dopasować kształty, widzę subtelne różnice w kolorach, z daleka dostrzegam brakujący kawałek i intuicja podpowiada mi, że to będzie właśnie ten. Każdy nowy ułożony obraz sprawia, że zdobywam cenne doświadczenie.

Życie przynosi mi wciąż zaskakujące sytuacje. Każda decyzja wymagająca podjęcia jest inna, a Bóg przemawia do mnie w coraz to nowy sposób. Nie oznacza to jednak, że za każdym razem zaczynam od zera i poruszam się jak dziecko we mgle. Doświadczenie słuchania Bożego głosu i dokonywania wyborów (tych dobrych i tych złych), sprawia że za każdym razem moja duchowa intuicja coraz lepiej rozpoznaje co jest dobre, Bogu przyjemne i co doskonałe. Z daleka wyczuwam, kiedy w mojej głowie pojawia się subtelna pokusa i uczę się rozpoznawać szept Boga nawet w codziennym zabieganiu.  

© 2026 Spojrzenie Serca

Theme by Anders NorenUp ↑