Blog Ewy Bartosiewicz

Kategoria: Kwiat Jabłoni

Nie zasnęłam na trawniku

Koniec roku, jak zawsze, jest czasem, w którym ocieram się o szaleństwo. Sesja na studiach, milion papierów w szkole, przygotowania do zakończenia, wycieczki, a to wszystko już na oparach sił. Pisanie bloga jakoś się nie łapało do spraw ważnych i pilnych. Miałam poczucie balansowania między „zdążę” a „nie zdążę”, ale ostatecznie bez utraty kontroli nad rzeczywistością. Pamiętam jednak wiele momentów mojego życia kiedy goniące mnie deadliny (często takie, które sama sobie narzuciłam), sprawiały, że traciłam z oczu to, co najważniejsze. Dobrze więc rozumiem o czym w tej piosence śpiewa Kwiat Jabłoni:

Zasnęłam na trawnikuChciałam tylko na sekundęTo nie miała być godzina ani dwiе
Zasnęłam na trawnikuTrzysta rzeczy do zrobieniaPrzeciеż świat się nie zmienia kiedy śpię

Zasypianie w każdych możliwych warunkach, nawet bez specjalnego zmęczenia, jest raczej moją mocną stroną, ale pamiętam też takie momenty kiedy te 300 rzeczy do zrobienia odbierały mi na tyle siły, że nie byłam w stanie funkcjonować. Choć dzisiaj nadal robię dużo, to nauczyłam się bardziej dbać o swój work-life balance i przede wszystkim inwestować w spotkania i relacje ponad zadaniami do zrobienia. Kluczowy jednak wydaje się tu ostatni werset. Czy rzeczywiście świat się nie zmienia kiedy śpię? Czy wszystko jest na mojej głowie i nie mogę ani na chwili wypuścić niczego z rąk? Czy bez mojego udziału Bóg nie może działać? A przecież: „Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarnko w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza się sierp, bo pora już na żniwo” (Mk 4,26-29) I to jest jedna bardzo ważna prawda – moje działanie to tylko kropla w morzu wszechświata i czasem nie ma znaczenia jak dużo zrobię, ale raczej to czy będę w pełni obecna tu i teraz. Za kilka dni wybieram się na swoje rekolekcje, które w tym roku będą trwały aż miesiąc. Wyłączę telefon, nie będę kontaktować się z nikim poza Duchem Świętym i kierownikiem duchowym, a już tym bardziej nie będę działać i załatwiać żadnych spraw. I wiecie co? Świat się dalej będzie kręcił, rozwijał i fantastycznie działał beze mnie 😉

Drugim, o czym warto pamiętać, to fakt, że nie koniecznie wszystko musi być zrobione. Ostatnio odkrywam, że bycie Marią, a nie Martą, polega częściowo na tym, żeby przyjąć z pokorą, że nie wszystko zdążę. I tak też jest ok. Nawet jak nie wszyscy będą z tego zadowoleni, a w szczególności ja sama. Od dłuższego czasu priorytetem są dla mnie spokojne poranki, kiedy mam czas dla Jezusa i spotkania z ludźmi, które dają mi życie. Mając takie źródła do czerpania, można działać nawet na wysokich obrotach. 
Jest już późny wieczór
Wiem, że mam nieodebrane, no przepraszam cięJa miałam słodki senŻe nie ma mnie tu wcaleŻe jestem niebem i trawnikiem i tym drzewemNo wybacz proszę, że
Zasnęłam na trawniku
Druga połowa tej piosenki budzi we mnie wspomnienia najtrudniejszych czasów, kiedy lista zadań była tak długa i czas tak ściśle zaplanowany, że modliłam się by nigdzie nikogo po drodze nie spotkać, żeby przypadkiem nie stracić cennych minut, bo oznaczało to zwykle straty nie do odrobienia. To stan, w którym rzeczywiście miałam ochotę zniknąć – stać się niebem, trawnikiem i drzewem, żeby już nikt ode mnie nic nie chciał. To jest bardzo niebezpieczny stan, w którym powinny zapalić się wszystkie czerwone lampki, bo zwykle nie jest oznaką heroicznego działania dla innych, ale pychy, która każe wszystko brać na swoje barki. 
 
W ostatnich miesiącach było intensywnie, nie przeczę. Na pewno się nie nudziałam. Podsumowując jednak ten kończący się rok, muszę przyznać, że nie zasnęłam na trawniku. I bardzo mnie to cieszy 🙂 

Lego i Niebo pełne relacji

„W życiu najważniejsze są relacje” – to zdanie pojawia się na różne sposoby od samego początku tego roku. Myślę o nim w kontekście tego w co inwestuję swój czas, tego co chciałabym najbardziej przekazać moim uczniom, tego co jest moją nadzieją na całą wieczność. Do ostatnich wypowiedzi papieża o nadziei na puste piekło chciałoby mi się dopowiedzieć, że to przecież nade wszystko nadzieja na pełne Niebo! Chcę ufać, że każdy, bez względu na swoją historię i wybory na ziemi, będzie miał szansę spojrzeć w oczy Jezusowi i dać się pociągnąć Miłości na wieczność, a to wiąże się z moją osobistą nadzieją na spotkania z nieprzyjaciółmi. Głęboko wierzę, że wszystkie nasze trudne relacje na ziemi wynikają z nieumiejętności kochania (mojej lub drugiej osoby), a przecież właśnie po to jest czyściec, by móc się w tym kochaniu wydoskonalić. Kiedy myślę o wieczności, to chciałabym nie tylko mieć czas dla tych, z którymi czasu mi ciągle mało (tak, wiem, w wieczności czasu nie będzie w ogóle, ale jakoś jeszcze mój mózg tego nie ogarnia i nie umie sobie wyobrazić 😉 ), ale też móc poznać tych, z którymi mi trudno i odkryć w nich nieskończone piękno, które Bóg w nich złożył, a którego póki co nie umiem dostrzec. Królestwo Boże, które już teraz jest pośród nas, objawia się w każdym geście miłości jakiego doświadczamy, ale rozkwitnie w pełni, kiedy wszyscy będziemy do tej miłości zdolni. I cóż to będzie za wieczne świętowanie! 🙂

O relacjach na co drugiej stronie możecie też przeczytać w pierwszej książce Przemka Wysogląda SJ, która jest tak pięknie wydana, że niewątpliwie wiara rodzi się z samego patrzenia, ale czytać też warto 😉 

Wszystkie relacje wymagają straty. Trzeba z czegoś zrezygnować – z meczu, ulubionego serialu czy chwili samotnego odpoczynku – by być dla drugiej osoby. Dobrze jest robić dobre rzeczy, ale o wiele lepiej robić je razem! Kiedy chcę się z kimś spotkać, to czasem muszę nawet zrezygnować z jakichś form pobożności czy długich modlitw. Relacje są w życiu najważniejsze. To o nie zapyta nas Bóg na kóncu życia.

Cytat ten pochodzi z początku rozdziału zatytułowanego „Duchowość LEGO”, w którym Przemek zachęca do przeżywania rzeczywistości jak dziecko: bez oceniania, bez komplikowania, ufnie i prosto. Kiedy dziecko jest pochłonięte zabawą klockami, to staje się ona dla niego całym światem, a my tak często mamy serce podzielone między różne sprawy i tak trudno nam być tu i teraz. Duchowości LEGO nieustannie się uczę.

Nie mógł mi się ten rozdział nie skojarzyć z kolejną piosenką Kwiatu Jabłoni. „Lego” z zupełnie innej strony, ale też opowiada o relacjach, a w szczególności o tym, że tak często się w nich ranimy i czasem chcielibyśmy za wszelką cenę tego uniknąć. Być zrobionym z klocków Lego to marzenie o tym, by nie przeżywać wszystkiego, co w naszym wewnętrznym świecie ciągle komplikuje nam życie. Na tym właśnie jednak polega całe piękno przyjaźni, że możemy się tym poplątanym światem podzielić i przeżywać go razem. To wymaga odwagi, gotowości do bycia zranionym, rezygnacji z siebie… ale w zamian daje smak Bożego Królestwa na ziemi i nic piękniejszego na tym świecie nie ma.

Na niebie grzmi
Od wiatru lecą łzy
Już dawno bym się rozsypał, gdyby nie ty
Na niebie grzmi
Wali z całych sił
Jeśli chcę, do ciebie muszę iść

 

Szczęśliwego Nowego Roku!

Pierwszego stycznia już po raz 57 obchodzimy Światowy Dzień Pokoju. W ostatnich latach chyba z coraz większą determinacją wypowiadamy nasze modlitwy o pokój na świecie, bo nieuchronnie czujemy, że wojna staje się jedną z realnych opcji. Jak co roku na dzisiejszy dzień papież kieruje do nas słowo (znajdziecie tutaj) i tym razem jest ono skupione wokół szans i zagrożeń, jakie niesie sztuczna inteligencja. To, co ja z tego tekstu biorę dla siebie, to przypomnienie, że żadne systemy cyfrowe nie są bezstronnym i obiektywnym źródłem informacji, a jedynie wypadkową decyzji, myśli i intuicji konkretnych ludzi ze swoim systemem wartości i nastawieniem do świata. „Musimy pamiętać, że badania naukowe i innowacje technologiczne nie są oderwane od rzeczywistości i „neutralne”, lecz podlegają wpływom kulturowym. Jako że, są one w pełni działaniami ludzkimi, to obierane przez nie kierunki odzwierciedlają wybory uwarunkowane wartościami osobistymi, społecznymi i kulturowymi każdej epoki. Odnosi się to także do osiąganych przez nie rezultatów: właśnie dlatego, że są one wynikiem specyficznie ludzkiego podejścia do otaczającego świata, zawsze mają wymiar etyczny, ściśle związany z decyzjami tych, którzy projektują eksperymenty i ukierunkowują produkcję ku określonym celom. Dotyczy to również form sztucznej inteligencji.” 

Możemy mieć obawy, że roboty kiedyś zyskają samoświadomość i zechcą zniszczyć naszą planetę, ale tu i teraz dzieje się to zupełnie nie spektakularnie, jak od lat, za pomocą broni, czołgów i bomb. Na całym świecie giną niewinni ludzie z powodu chciwości i obsesji władzy innych, a na naszym lokalnym podwórku to my sami sobie nawzajem robimy krzywdę. O tym będzie moja noworoczna refleksja, a w tle, już tradycyjnie, piosenka z najnowszej płyty Kwiatu Jabłoni 😉 

Szczęśliwego Nowego RokuŻyczymy sobie dzisiajUśmiechy mamy doczepioneBo trudno rok kolejny witaćGdy te poprzednie światem chwiałyI opuściły nas w nastrojuŻe w wielkim niedowierzaniuŻyczmy sobie pokoju

Mimo przerażającej rzeczywistości w różnych częściach świata, nasze uśmiechy dziś nie muszą być doczepione, ale mogą być całkiem naturalne i szczere, bo zawsze będzie istnieć napięcie między różnymi perspektywami. Może właśnie przeżywam coś trudnego i wydaje mi się, że nic dobrego już mnie nie spotka, a może jestem po doskonałym spotkaniu z przyjaciółmi i mam wrażenie, że życie jest niesamowicie piękne. Czasem spojrzę na to jak ludzie dokonują odkryć naukowych, pomagają sobie wzajemnie, poświęcają swój czas i pieniądze, by świat był lepszy i myślę sobie „ależ ludzie są dobrzy!”, ale za chwilę mój wzrok padnie na wojny, okrucieństwa, ludobójstwa, gwałty i rozboje. W mojej głowie w ciągu sekundy powstaje myśl: „ależ ludzie są podli!”. Wszystkie te rzeczywistości są jak najbardziej prawdziwe i co więcej, możemy być pewni, że współistnieć będą do końca czasów. Dopiero powtórne przyjście Chrystusa odmieni świat na zawsze i czasami nie pozostaje nic oprócz tego, by się o to modlić. Co nie oznacza, że nie mamy sobie życzyć pokoju, bo pokój na świecie jest nieodłącznie związany z pokojem serca każdego z nas.

Więc właśnie dzisiaj, chociaż na chwilę
Poczuć by się chciało, że
Wszystko będzie wybaczone
Mogę ruszyć w każdą stronę

Nie ma nic ważniejszego dla pokoju serca niż umiejętność wybaczania i przyjmowania przebaczenia. Moment, w którym powiemy drugiej osobie słowo „przepraszam” i usłyszymy, że zostało nam wybaczone, jest jednym z najcenniejszych momentów w każdej relacji, a kiedy usłyszymy w konfesjonale, że Bóg też odpuszcza nam nasze grzechy, to naprawdę możemy z nową energią ruszyć w każdą stronę. Jakiekolwiek zarzuty by nie stawiać spowiedzi usznej i zasadności wypowiadania przed obcym człowiekiem swoim najciemniejszych tajemnic, to właśnie potwierdzone przez Kościół i wypowiedziane głośno „idź w pokoju” jest najmocniejszym doświadczeniem miłosiernego Boga, jakie mamy dostępne na tym świecie. Trudno mi więc u początku kolejnego roku nie patrzeć z wdzięcznością na wszystkich wspaniałych spowiedników, którzy towarzyszyli mi przez lata mojej chrześcijańskiej drogi. Dziękuję!

Tak chcielibyśmy mniej się przejmowaćMniej głupiej złości trzymać w głowachKtórej najwięcej do samych siebieMamy, nie mogąc zacząć od nowa

Choć wybaczenie innym i przyjęcie przebaczenia jest czymś fundamentalnym, jestem przekonana, że właśnie wybaczenie samemu sobie może okazać się nie tylko najtrudniejsze, ale też decydujące o naszej wieczności. Dla Boga nie ma grzechu, który nie mógłby zostać wybaczony, ale Jego miłosierdzie trzeba jeszcze przyjąć. „Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?” (Rz 8,34). On nie może, ale my sami, owszem. To bardzo wyrafinowana wersja pychy, która nie pozwala uznać, że jesteśmy słabi i pójść dalej z nadzieją, że Bóg będzie nas kształtował. Może to dla kogoś wezwanie na dzisiaj, by zapłakać razem ze św. Piotrem po jego zdradzie i pozwolić Jezusowi spojrzeć na siebie z miłością.

Oby nie minęły z wiatremMe pragnienia nieodparteŻyły w czynie, a nie w słowieTego właśnie życzę sobie

Oby nasze noworoczne pragnienia pokoju, nadziei i radości żyły w nas każdego dnia tego nowego roku i nie dały się przytłoczyć codzienności, która czasem będzie wydawać się nie do zniesienia. Najważniejsze, by nie skończyło się na pobożnych życzeniach, ale by te pragnienia realizować w praktyce. Ignacy mówi na samym końcu swoich Ćwiczeń Duchowych, że „miłość winno się zakładać więcej na czynach niż na słowach” (ĆD 230), bo nie polega ona na mówieniu tylko, że się kocha, ale muszą iść za tym konkretne gesty, poświęcony czas i włożony wysiłek. Podobnie z nadzieją – ona nie polega na czekaniu aż pokój sam nastanie na ziemi, ale na budowaniu lepszego świata centymetr po centymetrze tam gdzie mamy na to wpływ. Tego właśnie życzę dzisiaj sobie i Tobie.  

Adwentowe Słońce

Adwent to jeden z moich ulubionych okresów liturgicznych. Jest pełen symboli i przedziwnego światła, kiedy wokół panuje wieczna noc. Wychodzisz ciemno, wracasz ciemno… i czasem zaczynasz wątpić w istnienie dnia. W tym roku do mojego Adwentu dużo światła wniosła „Piosenka o słońcu” Kwiatu Jabłoni. 

Więc zostań ze mną, bądź moim słońcemKtóre zawsze powracaDni początkiem i ich końcemCiemność światłem przeplataj

Roraty są jednym z niewielu polskich pobożności ludowych, które budzą mój zachwyt. Liturgia o świcie nie tylko sprawia, że te ciemności przeplatane są światłem, ale też zachęca do tego, by to Jezus był początkiem naszego dnia i od rana nastrajał naszą duszę ku wieczności. W tym roku te poranne pobudki są dla mnie łatwiejsze niż zazwyczaj, bo już od jakiegoś czasu wstaję o 5 rano (tak, dobrze czytasz! 😉 ) Zachęcił mnie do tego filmik Przeciętnego Człowieka, a duchowo potwierdził filmik o. Adama Szustaka, który zupełnie niespodziewanie skomentował czytanie z Księgi Mądrości (Mdr 6, 12-16).

Dziś już nie umiem patrzeć w horyzontNie czując, że mi zależyBo on jednocześnie mi mówi, że wszystkoKiedyś na zawsze się zmieni

Adwent to nie czas oczekiwania na 25 grudnia, ale na coś znacznie głębszego. Co roku przygotowujemy się do tego, żeby na nowo odkryć co konkretnie oznacza dla nas wcielenie i jakie ma konsekwencje w naszym osobistym życiu. Gdyby miało to być tylko wspomnieniem wydarzenia narodzin Jezusa w Betlejem sprzed 2000 lat, to niewiele by to było warte. W adwentowym oczekiwaniu mamy natomiast jeszcze jeden wymiar, szczególnie podkreślony w pierwszych dniach tego okresu – oczekiwanie na paruzję. Warto nie tylko przypominać sobie o tym ostatecznym przyjściu Mesjasza, ale może właśnie patrząc na wschodzące na horyzoncie słońce, uświadomić sobie, że jesteśmy tu tylko na chwilę, a gdy wszystko na zawsze się zmieni, będziemy nieustannie w Jego miłującej obecności.    

I ja tak jak każdy mam niepokojeŻe w biegu życie przegapięA razem z tobą widzę na nowoNiczego nie tracę

Dobrze jeśli czas Adwentu będzie dla nas momentem zatrzymania i refleksji, ale dla większości pewnie nie będzie. Domykanie ostatnich spraw przed świętami, przygotowania do wigilii i mnóstwo innych codziennych zadań mogą powodować w nas niepokój i frustrację. Czas znowu przelatuje nam przez palce, mimo że tym razem miało być inaczej. A jednak tak niewiele trzeba, by był to owocny czas – wystarczy zaprosić Boga do całej tej naszej bieganiny i z uśmiechem zaśpiewać Mu: „Razem z Tobą widzę na nowo – niczego nie tracę”.

To jasne jak słońce, bez cienia wątpliwościBez cienia wątpliwościŻe z tobą mi lepiej, nie umiem już bez ciebieNie umiem nic bez ciebie

Bez cienia wątpliwości wiadomo, że z Jezusem lepiej i że bez Niego nic. Może o tym przede wszystkim powinien być Adwent.

Jeszcze Głośniej Laudate Deum

Jak do tej pory utworem z płyty „Pokaz slajdów” Kwiatu Jabłoni, który najczęściej leciał u mnie na zapętleniu, było „Głośniej”. Dynamizm w tej piosence jest naprawdę mistrzowski, a głos Igora Herbuta komponuje się znakomicie z przesłaniem, które oczywiście jest tutaj najważniejsze. Nie powinno nas dziwić, że Kasia i Jacek, znani z bycia eko-świrami, napisali w końcu piosenkę poświęconą ekologii. Ciekawe jednak, że jej premiera zbiegła się prawie idealnie z adhortacją papieża Franciszka „Laudate Deum”, do której spokojnie mogłaby być soundtrackiem.  

Zbyt ciepłe wody rzek
Żeby się dało żyć
Zbyt wiele w morzach wód
Żeby nie topić wysp

Papież Franciszek z pewnością zgodziłby się z tą analizą i dołożył swoje bardzo skrupulatne wyliczenia, w których pokazuje co dzieje się z naszą planetą i uświadamia, że wśród naukowców panuje zgodność co do niebezpiecznego ocieplania się ziemi w skutek działania człowieka. Pisze on dużo o naszej odpowiedzialności i z pewnością podpisałby się też pod kolejnymi wersami:

Zbyt czyste mamy ręce
Siedząc na samej górze
Za mało myśli w nas
Żeby nie patrzeć z góry

Nie da się ukryć, że to my, żyjący w pierwszym świecie z naszymi egocentrycznymi nawykami, jesteśmy winni takiemu stanowi rzeczy i narażamy tym samym na ogromne cierpienie ludzi żyjących w innych zakątkach globu i zmuszamy do masowego poszukiwania lepszych warunków życia. „Sytuacja taka ma związek nie tylko z fizyką czy biologią, ale także z ekonomią i sposobem, w jaki o niej myślimy. Logika maksymalnego zysku przy minimalnych kosztach, podszywająca się pod racjonalność, postęp i złudne obietnice, uniemożliwia szczerą troskę o wspólny dom i zwracanie uwagi na promowanie osób odrzuconych przez społeczeństwo. W ostatnich latach możemy zauważyć, że zdezorientowani i zachwyceni w obliczu obietnic tak wielu fałszywych proroków, sami ubodzy wpadają czasami w oszustwo świata, który nie jest dla nich zbudowany.” (LD 31)

Należy też pamiętać, że choć nasz jednostkowy wpływ na środowisko naturalne może wydawać się pomijalny, to „nie można mówić o „niewielkich” szkodach, ponieważ to właśnie suma wielu szkód uważanych za dopuszczalne, doprowadza nas do sytuacji, w której znajdujemy się obecnie.” (LD 30)

Masz tyle niepewności
Gdy jesteś całkiem sam
Zbyt wiele możliwości
By cieszyć się z tego co masz

Nieograniczony konsumpcjonizm i coraz większa degradacja wynikająca z ludzkiej chciwości jest źródłem niepokoju też dla Kościoła. Zdecydowanie coraz gorzej wychodzi nam cieszenie się tym co mamy: „Zasoby naturalne potrzebne dla technologii, takie jak lit, krzem i wiele innych, z pewnością nie są nieograniczone, ale większym problemem jest ideologia wspierająca obsesję: zwiększenie ponad wszelkie wyobrażenie władzy człowieka, dla którego nieludzka rzeczywistość jest jedynie zasobem na jego usługach. Wszystko co istnieje przestaje być darem, który trzeba szanować, doceniać, i o który należy dbać, a staje się niewolnikiem, ofiarą kaprysów ludzkiego umysłu i jego zdolności.” (LD 22)

Masz tak małe dłonie
Że nie naprawisz zmian
Lecz tak ogromne usta
Że możesz pożreć świat

Tysiące dobrych chęci
I morze złotych rad
Choć siedzą w mojej głowie
Sam nie posklejam nas

Nasze dłonie w pojedynkę może nie naprawią świata i sami go nie posklejamy, ale są niezwykle ważnym elementem systemowej zmiany, która jest nam koniecznie potrzebna: „Wysiłki rodzin, by mniej zanieczyszczać, ograniczać ilość odpadów, mądrze konsumować, tworzą nową kulturę. Sam fakt zmiany nawyków osobistych, rodzinnych i społecznych podsyca niepokój o niespełnione obowiązki sektorów politycznych i oburzenie z powodu braku zainteresowania możnych. Należy zatem zauważyć, że nawet jeśli nie przyniesie to natychmiastowego znaczącego efektu z ilościowego punktu widzenia, przyczynia się do poważnych procesów transformacji działających z głębi społeczeństwa.” (LD 71).

Nie zmienia to faktu, że „trzeba być szczerym i uznać, iż najskuteczniejsze rozwiązania nie będą pochodzić jedynie z wysiłków indywidualnych, ale przede wszystkim z wielkich decyzji polityki krajowej i międzynarodowej.” (LD 69). Nie może to jednak usprawiedliwiać braku naszej osobistej odpowiedzialności. 

Papież wspomina też o tym, że po 8 latach od encykliki Laudato Si może wreszcie warto byłoby zauważyć, że nawrócenie ekologiczne potrzebne jest szczególnie w kręgach Kościoła, gdzie problemy związane z ochroną naszej ziemi są tak często bagatelizowane: „Skończmy wreszcie z nieodpowiedzialnymi kpinami, które przedstawiają tę kwestię jako jedynie ekologiczną, „zieloną”, romantyczną i często wyszydzaną ze względu na interesy gospodarcze. Przyznajmy wreszcie, że jest to szeroki problem humanitarny i społeczny na wielu poziomach, dlatego wymaga zaangażowania wszystkich. Często, przy okazji konferencji klimatycznych, uwagę przyciągają działania tak zwanych grup „zradykalizowanych”. Odrzucając wszelkie formy przemocy i instrumentalizacji, należy odczytywać w takich prowokacjach konieczność, aby społeczeństwo jako całość wywierało zdrową presję, ponieważ to każda rodzina powinna myśleć, że stawką jest przyszłość ich dzieci.” (LD 58)

O pilnej potrzebie potraktowania ekologii na poważnie pisał już w latach ’80 Karl Rahner SJ, przypominając, że ma to kluczowe znaczenie również dla naszej wiary: „Człowiek naprawdę żyje wciąż w krainie Nieprzewidzianego. Bóg rzeczywiście (tak to w każdym razie wygląda) stał się znacznie bardziej odległy od człowieka, odkąd przyroda wydaje się zdegradowana do materiału ludzkiej twórczości. Świat, dzięki odkryciu jego praw oraz posługiwaniu się i manipulowaniu nimi, dostał się wprawdzie pod władzę człowieka, lecz zarazem stał się jakby gęsto utkaną przegrodą, która oddziela od Boga” („O możliwości wiary dzisiaj”).

Kolejny raz się czuję
Jak w tym najgorszym śnie
Że się nie mogę ruszyć
Chociaż tak bardzo chcę

Razem z setkami ludzi
Rzucam o ścianę groch

Mogłoby się wydawać, że nasze działania przez ostatnich kilkadziesiąt lat nie były zbyt owocne. Franciszek również ma wrażenie, że szczyty klimatyczne przypominały rzucanie grochem o ścianę: „Dziś nadal możemy stwierdzić, że „umowy miały niski poziom realizacji. Nie ustanowiono bowiem odpowiednich mechanizmów monitoringu, okresowego przeglądu i sankcji w wypadku naruszenia postanowień. Wymienione zasady nadal domagają się skutecznych i szybkich dróg praktycznej realizacji”. Co więcej, „negocjacje międzynarodowe nie mogą znacząco postępować z powodu stanowiska krajów, które wyżej stawiają własne interesy narodowe niż globalne dobro wspólne. Ci, którzy ponosić będą konsekwencje, jakie staramy się przemilczać, będą pamiętali ten brak sumienia i odpowiedzialności” (LD 52)

Mimo jednak tej pesymistycznej oceny przeszłości, nie wolno nam tracić nadziei, bo oznaczałoby to brak zaufania wobec wszechmocy naszego Boga i szlachetności człowieka. „Jeśli ufamy w zdolność człowieka do wykraczania poza swoje małostkowe interesy i myślenia na wielką skalę, to nie możemy wyrzec się marzenia, że COP28 doprowadzi do stanowczego przyspieszenia transformacji energetycznej, ze skutecznymi zobowiązaniami, które mogą być monitorowane w sposób stały. Ta Konferencja może być punktem zwrotnym, udowadniającym, że to wszystko, co zostało osiągnięte od 1992 roku było poważne i właściwe, w przeciwnym razie będzie wielkim rozczarowaniem i zagrozi temu dobru, jakie udało się dotychczas osiągnąć.” (LD 54). Papież mógłby więc śmiało zaśpiewać na cały głos z Igorem:

I będę rzucał mocniej
Nie chcę uciekać stąd

Jedynym polemicznym akcentem, gdzie wyraźnie współcześni krzewiciele postaw ekologicznych rozmijają się z Katolicką Nauką Kościoła jest sam początek piosenki:

Zbyt wiele ludzkich głów
Nie ma gdzie schować się

Papież wyraźnie krytykuje podejście antynatalistyczne i próby regulowanie liczby ludzi na ziemi: „Próbując uprościć rzeczywistość, nie brakuje tych, którzy obwiniają ubogich za posiadanie zbyt wielu dzieci i próbują rozwiązać problem poprzez okaleczanie kobiet w krajach mniej rozwiniętych. Jak zwykle, wydaje się, że winni są ubodzy. Ale w rzeczywistości, bardzo niski procent najbogatszej światowej populacji zanieczyszcza więcej, w porównaniu do 50 procent najbiedniejszej światowej populacji, a emisje na osobę najbogatszych krajów są o wiele wyższe niż tych najbiedniejszych. Jak zapomnieć, że Afryka, w której mieszka ponad połowa osób najuboższych na świecie, jest odpowiedzialna za zaledwie ułamek emisji historycznych?” (LD 9) Franciszek dodaje też, że wykluczyć należy pogląd „jakoby człowiek był kimś obcym, czynnikiem zewnętrznym zdolnym jedynie do szkodzenia środowisku. Musi on być traktowany jako część przyrody. Ludzkie życie, inteligencja i wolność są wpisane w przyrodę, która wzbogaca naszą planetę i są częścią jej wewnętrznych sił i równowagi.” (LD 26) 

Mam już dosyć stania
I opadania rąk
Znów próbuję krzyczeć
Lecz w gardle staje głos

Jeśli też masz już dosyć opadania rąk, to z perspektywy chrześcijańskiej warto przede wszystkim zatrzymać się w pędzie życia i zajrzeć w głąb siebie. „We własnym sumieniu i wobec dzieci, które zapłacą za szkody wyrządzone przez ich działania, pojawia się pytanie o sens: jaki jest sens mojego życia, jaki jest ostatecznie sens mojego pobytu na tej ziemi, jaki jest ostateczny sens mojej pracy i zaangażowania?” (LD 33). W zależności od odpowiedzi na te pytania, każdy z nas niech znajdzie sposób na to, by być wiernym naszemu ludzkiemu powołaniu coraz lepiej i stanąć na wysokości zadania w opiece nad powierzoną nam planetą. Wierzę, że wspólnie damy radę 🙂 

Wyzerować świat?

Dziś po raz pierwszy usłyszeliśmy nowy singiel Kwiatu Jabłoni promujący ich trzecią płytę. Piosenka ma tytuł „Od nowa” i snuje przed nami wizję, w której moglibyśmy rozpocząć wszystko od nowa, zapominając o trudnej przeszłości. 

Czy mógłby ktoś tak wyzerować świat
Żeby się nic nie stało do wczoraj?
Bez słów co bolą, bez otwartych ran
Żebyśmy się poznali od nowa

Ktoś mógłby pomyśleć, że tak właśnie będzie wyglądać Niebo. Bóg nareszcie przeniesie nas z tego łez padołu do nowej rzeczywistości, w której zapomnimy o cierpieniu, bólu i krzywdzie nam zadanej. Zaczniemy z czystą kartą i nie będziemy się już mierzyć z naszymi własnymi błędami; przestaniemy pamiętać o słowach, których wielokrotnie wypowiedzieliśmy o jedno za dużo; nie będą nas prześladować trudne wspomnienia.  Kusząca wizja? Otóż nie! 

Wydaje się, że Jezus prowadzi nas w kierunku zupełnie przeciwnym. Kiedy ukazuje się Apostołom po zmartwychwstaniu nie rozpoznają oni Jego twarzy, choć przecież widzieli go kilka dni wcześniej. Jego wygląd zewnętrzny musiał zatem przemienić się całkowicie. Znakiem rozpoznawczym stają się natomiast Jego… rany. Pokazuje uczniom przebite dłonie, stopy i bok. Czyż to nie szokujące, że ze wszystkich chwil spędzonych na ziemi, Syn Boży postanowił zachować właśnie ślady zbrodni? Czyż to nie oznacza przechowania w wiecznej Boskiej pamięci właśnie bólu i krzywdy? Dlaczego właśnie tak? 

Nie wiemy jak będzie wyglądało życie po śmierci, ale możemy być prawie pewni, że pamięć nie zostanie nam wymazana. I to jest bardzo dobra nowina! Nie zapomnimy o tym, co spotkało nas na ziemi, ale zaczniemy na to patrzeć z zupełnie nowej perspektywy, która przepełniona będzie czystą miłością. Wspomnienia przestaną nas boleć, rany przemienią się w blizny i zrozumiemy w pełni to, że nasza historia, choć trudna, była konieczna byśmy stali się tym, kim dzisiaj jesteśmy. Spotkamy wtedy tych, których kochaliśmy, by powspominać dobre czasy, ale spotkamy też naszych krzywdzicieli, by poznać ich motywacje i uwarunkowania, a potem razem z nimi zapłakać.

Odkryciem kopenikańskim było dla mnie swego czasu zrozumienie, że w Niebie nie będę mieć nowej relacji z Bogiem, ale będzie ona kontunuacją tego, co udało nam się zbudować już teraz. Powie mi wtedy: „A pamiętasz jak w ’98…?”, „Pamiętam jak prosiłaś…”, „Pamiętam jak razem płakaliśmy…”, „Pamiętam tę szaloną podóż…” To nie będzie spotkanie z obcym Bogiem, ale ze starym przyjacielem, z którym już wiele przeżyłam. Jaką szkodą byłoby zaczynać wszystko od nowa!  

Boże, nie wyzerowuj nam świata, ale naucz nas patrzeć na niego sercem, oczami Twojej Miłości.

 

© 2024 Spojrzenie Serca

Theme by Anders NorenUp ↑