Blog Ewy Bartosiewicz

Miesiąc: lipiec 2026

Tatrzańskie szlaki i marzenia o wspólnocie (Magnifica Humanitas cz. 3)

W zeszłym tygodniu miałam okazję być z przyjaciółmi w moich ukochanych Tatrach. To był czas pełen radości, doświadczenia wspólnoty i wielu niespodzianek. Pierwszą z nich było wiele nieoczekiwanych pogodowych zwrotów akcji. Prognozy pierwotnie wskazywały codzienne burze, więc nastawialiśmy się na długie deszczowe dni w zamknięciu, a najlepszym na co liczyliśmy, to spacer po dolinkach i termy. Tymczasem okazało się, że codziennie mogliśmy udać się w wysokie góry i tylko jednego dnia przydały się nasze parasole i płaszczyki na deszcz.

Druga niespodzianka była jeszcze bardziej zaskakująca. Jechałam w tym roku w góry z kondycją w stanie tragicznym i moi uczniowie są świadkami, że na majowej wycieczce szkolnej ledwo za nimi nadążałam po tatrzańskich szlakach. Byłam pewna, że Dolina Pięciu Stawów to będzie maksimum moich możliwości. Okazało się jednak, że z każdym dniem robiłam postępy i ostatecznie po dwunastu latach przerwy udało mi się podbić kawałek Orlej Perci i to w czasie o godzinę krótszym niż wskazywały mapy. Uświadomiłam sobie, że nie byłoby to możliwe bez wsparcia mojej ekipy, która na te kilka dni była obrazem Kościoła, o jakim marzę.

Papież Leon XIV w drugim rozdziale swojej encykliki Magnifica Humanitas przypomina zasady Katolickiej Nauki Społecznej, czyli opisuje to w jaki sposób powinno funkcjonować społeczeństwo, żeby realizować ewangeliczny model miłości bliźniego. Czytając te zasady, możemy mieć poczucie, że dotyczą one państw i struktur, więc nie mamy wiele wpływu na ich realizację. Papież jednak przypomina, że „nauka społeczna Kościoła nie jest jedynie słowem skierowanym do społeczeństwa: jest ona także rachunkiem sumienia dla Kościoła – domu i szkoły komunii, zawsze wezwanego do sprawdzania, czy zasady przedstawione w tym rozdziale są urzeczywistniane przede wszystkim w jego własnym wnętrzu” (MH 86)

Leon zaczyna od podstawowej zasady, która mówi o równej godności każdej osoby. „ Jej godność nie zależy od zdolności, jakie posiada, od bogactw czy zajmowanego miejsca, od słusznych bądź błędnych wyborów, których dokonuje, lecz jest darem, który ją poprzedza i przewyższa, złożonym przez Boga jako wyraz Jego miłości, która nigdy nie ustaje.” (MH 50) Dalej pisze też, że „nie wystarczy stwierdzić słowami, że mężczyźni i kobiety mają tę samą godność i takie same prawa; trzeba, aby znajdowało to odzwierciedlenie w konkretnych decyzjach (…), np. w sposobie w jaki społeczeństwo słucha kobiet i docenia ich wkład”. (MH 57) W naszej małej górskiej ekipie były osoby świeckie, konsekrowane i duchowne, ale budowaliśmy ten wyjazd razem, na równych prawach i nikt nie czuł się od nikogo ważniejszy. Wiem, że dzisiaj w wielu miejscach nie jest to jeszcze możliwe, bo klerykalizm jest głęboko zakorzeniony w tkankę Kościoła, ale możemy nie tracić nadziei i aktywnie szukać nowych dróg do tworzenia wspólnot opartych na wzajemnym szacunku.

W tych miejscach, w których żyjemy możemy tworzyć wspólnoty gdzie będziemy wzajemnie się wspierać, wzrastać w dobrym i uczyć się wzajemnej troski. „Dobro wspólne to suma tych warunków życia społecznego, które pozwalają bądź to grupom, bądź poszczególnym jego członkom pełniej i szybciej osiągnąć ich własną doskonałość”. (MH 60) Myślę, że właśnie wsparcie jakie dostałam od grupy pozwoliło mi zdobyć w tym roku nieoczekiwane szczyty. Chociaż w najwyższych partiach szłam już zupełnie sama, wiedziałam, że ktoś jest niedaleko i z kimś spotkam się na dole. Wiedziałam, że w razie czego mam na kogo liczyć. „Wiara zachęca nas, aby odczytywać rzeczywistość jako wezwanie: nie jesteśmy jedynie po prostu blisko siebie, lecz zostaliśmy sobie wzajemnie powierzeni, aby każdy – na miarę swoich możliwości – brał na siebie życie i rany brata oraz siostry.” (MH 74) Wiedziałam też, że ktoś zatroszczy się o przygotowanie kolacji, ktoś inny pozmywa, ktoś jeszcze inny zapłaci za zakupy albo za parking, bo jesteśmy w tym razem i „nikt nie ocala się sam”. (MH 73)

Nasza wspaniała górska ekipa składała się z osób, które na co dzień żyją w różnych miastach, zajmują się bardzo różnymi rzeczami, mają różne charaktery i potrzeby. Doświadczaliśmy jednak bardzo namacalnie tego, że „różne wrażliwości obecne w Kościele, mocne przekonania ożywiające każdego z nas są bogactwem o ile pozostają zakorzenione w pewności, że jedność jest darem otrzymanym i zarazem zadaniem, które trzeba podjąć. (MH 88)

Pisząc to do Was jestem już daleko od górskich szczytów, w jezuickim domu rekolekcyjnym. Towarzysząc w rekolekcjach, mogę być świadkiem tego, że właśnie tu realizuje się to, co papież Leon umieszcza jako fundament wszelkich zasad nauki społecznej: „Osoba ludzka jest powołana do komunii z Bogiem i nie może się w pełni odnaleźć inaczej, jak tylko przez szczery dar z siebie samego: jej najgłębszym powołaniem jest wejść w trynitarny dynamizm miłości otrzymanej i współdzielonej.” (MH 48) Słuchając tego w jaki sposób ludzie doświadczają Bożej miłości, pomnaża się moja nadzieja na świat, w którym nasze wspólnoty będą rzeczywiście odbiciem tej miłości. „Kościół jest zdolny dać społeczeństwu wiarygodny znak tego, że wspólne dążenie do dobra wszystkich – we współodpowiedzialności i braterstwie – nie jest utopią, lecz realną możliwością” (MH 89)

O święceniach i dwóch wizjach Kościoła (Magnifica Humanitas cz. 2)

Mój upalny początek tegorocznych wakacji naznaczyły dwa ważne wydarzenia – oba związane ze święceniami. 27 czerwca w Bazylice Najświętszego Serca Jezusa w Krakowie na prezbiterów wyświęconych zostało trzech moich jezuickich przyjaciół – Mateusz, Marek i Łukasz (czyli synoptyczny dream team), a kilka dni później w międzynarodowym seminarium w szwajcarskim Écône wyświęcono czterech nowych biskupów Bractwa Piusa X. Pierwsze wydarzenie jak co roku zgromadziło rodzinę i znajomych, by wspólnie świętować kolejne pokolenie jezuitów rozpoczynających kapłańską drogę, drugie zaś na oczach całego świata stało się historycznym momentem kolejnej schizmy w Kościele Katolickim. Patrząc na to, widzę dwie zupełnie różne wizje Kościoła, które od dawna trwając na kolizyjnym kursie, właśnie zderzyły się ze sobą z całym impetem. Pewne wskazówki na dalszą drogę po tej katastrofie znajduję w pierwszym rozdziale encykliki papieża Leona XIV Magnifica Humanitas.

Prawda

Marcel Lefebvre w 1974, uzasadniając święcenia biskupów bez zgody Watykanu, powiedział tak: „Ponieważ od Soboru Watykańskiego II aż do dnia dzisiejszego władze Kościoła kierują się duchem przeciwnym duchowi wiary, działają przeciwko Świętej Tradycji i nie znoszą już zdrowej nauki, ale odwracają słuch od prawdy, woląc opierać się na nowościach i baśniach, uważamy za swój święty obowiązek pozostanie wiernymi tej nauce i odrzucenie wszelkich nowinek, które ją zniekształcają.”. Dzisiaj Bractwo tłumaczy swoje działania dokładnie tymi przesłankami. W tym kontekście z całą mocą wybrzmiewają słowa encykliki: “Prawda nie jest terytorium, którego należy bronić, lecz dobrem, którym należy się dzielić” (MH 25). Zbyt często już w imię obrony prawdy, nie tylko tworzono podziały, ale wręcz dokonywano zbrodni. O tym wszystkim też przypomina papież Leon, przywołując wielu swoich poprzedników: “Jan Paweł II wzywał, by ze szczerością spojrzeć na czasy, w których dozwalano stosowania w obronie prawdy metod nacechowanych nietolerancją, a nawet przemocą, aby na nowo odnaleźć ewangeliczną drogę łagodnego głoszenia i prawdy, która się nie narzuca” (MH 25). 

Dzisiaj w imię szukania prawdy jakaś część Kościoła decyduje, że chce jej dalej szukać na własną rękę. Czyż właśnie brak jedności nie jest jedną z tych ran, które najdotkliwiej odczuwamy w naszych społeczeństwach? “Ewangeliczna miłość przynagla [Kościół], by pochylał się nad ranami ludzkości w chwilach, gdy ujawniają się one z największą dotkliwością” (MH 21). W imię tej właśnie miłości chyba warto na naszych braci spojrzeć nie jak na schizmatyków, ale jak na tych, na których Bóg patrzy z czułością. Co zresztą zrobił Leon w swoim dramatycznym liście z 29 czerwca: “Z ojcowską troską pragnę zwrócić się do Księdza, a za Księdza pośrednictwem do biskupów. (…) Przepełniony chrześcijańską miłością, wzywam was i proszę z całego serca: zawróćcie z tej drogi!”

Bliskość

Papież Leon przedstawia nam “obraz Kościoła, który staje się bliski ludzkości, angażuje się w sprawy świata i podejmuje refleksję, nie opierając się na abstrakcyjnych schematach, lecz wychodząc od konkretu sytuacji historycznych” (MH 34). O tę bliskość dla nowo wyświęconych prezbiterów apelował też bp Przybylski: „Choćbyście bracia wsiedli na największe katedry naukowe, choćbyście osiągnęli największe kaznodziejskie szczyty, choćbyście osiągnęli największą popularność w mediach, to schodźcie na dół, tak jak Jezus po najpiękniejszych swoich kazaniach. Schodźcie z ambony do ludzi”.

Kiedy patrzę na środowiska tradycjonalistyczne, to podobnie jak Leon XIV, widzę ogromną dbałość o liturgię, pielęgnowanie sacrum, wierność Świętej Tradycji i gorliwość apostolską. Brakuje mi jednak właśnie bliskości, czułości i zasiadania przy stołach z grzesznikami. Nie ma przecież wątpliwości, że Jezus właśnie taki był. Emmanuel. Bóg z nami. “Dialog ze światem nie jest dla Kościoła wyborem taktycznym, lecz konkretną formą jego misji, ponieważ Ewangelia – niby zaczyn – może od wewnątrz przemieniać struktury współistnienia i otwierać drogi ku pełniejszemu człowieczeństwu” (MH 34). To jakimi jesteśmy chrześcijanami nie objawia się w dbałości o jakiekolwiek zewnętrzne znaki czy w skrzętnym zachowywaniu prawa, ale w tym jaki okażemy się bliźnimi dla tych, których Bóg postawił na naszej drodze. Również dla naszych braci z Bractwa Piusa X. 

Otwartość na inność

W niedzielę na swojej pierwszej Mszy świętej o. Mateusz mówił o tym, że czuje się posłany nie tylko do tych, którzy w Kościele czują się dobrze, ale i do tych, którzy są na jego granicach. Zapewniał, że chce trzymać dla nich drzwi Kościoła wciąż otwarte. Chwilę potem przełożony Bractwa Piusa X zatrzasnął za sobą te drzwi, odmawiając dialogu z papieżem, a przede wszystkim po raz kolejny odrzucając dekrety Soboru Watykańskiego II, czyli drogi, którą Duch Święty naszą wspólnotę prowadzi.  

Postulaty soboru, które lefebryści najbardziej podważają, to nie tylko nowy ryt liturgii, ale przede wszystkim ekumenizm, dialog i wolność religijna. Leon w swojej encyklice staje właśnie na straży tych postanowień: “Wolność religijna jest podstawowym prawem zakorzenionym w godności osoby i powinno być ono zagwarantowane przez porządek prawny, aby nikt nie był zmuszany do działania wbrew sumieniu ani pozbawiony możności prywatnego i publicznego szukania i wyznawania prawdy” (MH 34). Paradoksalnie właśnie w imię tej wolności jestem bardzo daleka od tego, by osądzać Bractwo za ich decyzje. To jest niesamowicie smutny moment kolejnego rozłamu, ale jednocześnie jestem przekonana, że muszą oni działać zgodnie ze swoim sumieniem. Przestajemy być w jedności strukturalnej Kościoła, ale głęboko wierzę, że pozostajemy jednością w Chrystusie, bo On naprawdę jest ponad wszystkimi naszymi podziałami. 

Plac budowy naszych czasów (Magnifica Humanitas cz. 1)

Podsumowując rok z moimi uczniami, z ogromną radością zauważyłam, że to, co uznają za najważniejsze w pierwszym roku liceum, to relacje, wzajemna pomoc i wspólnie spędzony czas. Oczywiście wiedza zdobyta w szkole w jakiejś części przyda im się w życiu, ale to właśnie wspólne jej zdobywanie w gronie rówieśników i tworzenie nowych przyjaźni jest tym, co zostanie z nimi na zawsze. Bardzo bym chciała, żeby idąc w świat potrafili z odwagą i determinacją, wraz z innymi, budować lepszą przyszłość dla nas wszystkich. Właśnie o takim działaniu pisze w swojej nowej encyklice Magnifica Humanitas papież Leon XIV. Przywołuje on tam dwie historie – budowę wieży Babel i odbudowę murów Jerozolimy przez Nehemiasza. W obrazowy sposób pokazują one dwa różne sposoby budowania świata.

Wieża Babel powstaje z pychy i żądzy władzy. „To jest dzieło pomyślane bez odniesienia do Boga, wsparte jednolitością, która usuwa różnorodność i która – zamiast komunii – wybiera uniformizację” (MH 7). Takich wież wokół nas jest wiele. Może w pierwszej kolejności pomyślimy o wielkich korporacjach gotowych na wszelkie nikczemności dla zysku i nieliczących się z człowiekiem. Są też jednak te nasze lokalne, mniej spektakularne wieże. Mi przychodzą do głowy  wszystkie te momenty, kiedy pomyślałam sobie: „ja zrobię to lepiej” i w imię wspólnego dobra, nie potrafiłam wypuścić z ręki swojej idei; te momenty kiedy zamiast komuś coś wytłumaczyć, robiłam to za niego, żeby było szybciej; te momenty kiedy zabrakło mi cierpliwości, by przyjąć nieidealność lub brak i próbowałam za wszelką cenę ratować coś, na czym nikomu już nie zależało. Wieże Babel powstają tam, gdzie projekt staje się ważniejszy niż relacje, a ślepa realizacja celów ważniejsza niż wspólna droga.

Przeciwieństwem takiego budowania jest styl działania Nehemiasza. „Nie narzuca rozwiązań z góry. Zwołuje rodziny, każdej powierza odcinek muru do odbudowy, wysłuchuje lęków, koordynuje wysiłki i stawia czoło sprzeciwom. Miasto odradza się nie dzięki inicjatywie pojedynczej osoby, lecz przez wspólną odpowiedzialność całego ludu” (MH 8). Sprawczość poszczególnych osób, których wkład został doceniony, staje się fundamentem wspólnego tworzenia i może wyjść znacznie poza dany projekt. „Jest to dzieło, które ma w centrum Boga i odbudowuje więzi jeszcze wcześniej niż kamienie” (MH 8). Budowle, które w ten sposób powstają, mają też dużo większą szansę przetrwania, bo zupełnie inaczej szanuje i docenia się coś, w czym miało się osobisty udział. Nowe mury Jeruzalem powstają tam, gdzie każdy może dołożyć swoją małą cegiełkę, każdy czuje się przyjęty i kochany, a wspólnie zbudowany dom staje się przestrzenią wzajemnej troski i rozwoju.

Budowanie na wzór Nehemiaszowy wymaga jednak wyrzeczeń, a przede wszystkim przyjęcia tego, że efekt nie będzie perfekcyjny. „Budować na fundamencie dobra znaczy przyjąć ograniczoność i kruchość człowieczeństwa, nie uznając ich za błąd, który należałoby skorygować” (MH 12). Czasami to najtrudniejsza część pracy zespołowej, bo w różnorodności siłą rzeczy wiele perspektyw będzie nie po naszej myśli. Jeśli jednak zaczniemy dostrzegać w nich piękno, odkryjemy, że do tworzenia pełni potrzebujemy zarówno światła, jak i cienia. „Kościół przypomina – głosem pokornym, lecz stanowczym – że prawdziwe spełnienie nie rodzi się z usuwania ludzkiej kruchości, lecz z harmonijnego wzrastania: tam, gdzie wolność i odpowiedzialność splatają się z wzajemną troską i prawdziwą solidarnością, a postęp mierzy się godnością każdego człowieka i dobrem narodów” (MH 12).

Papież zwraca też uwagę na bardzo istotną kwestię każdego budowania. Trzeba zbadać teren, zobaczyć jakie są możliwości, ocenić zagrożenia i orientować się gdzie zmierza świat. „Trzeba podjąć wspólne rozeznanie, zdolne dotrzeć do duchowych i kulturowych korzeni dokonujących się przemian. Jeśli bowiem zatrzymamy się na tym, co doraźne, ryzykujemy, że o kierunku naszej wędrówki zadecyduje za nas następujący po sobie ciąg naglących stanów kryzysowych” (MH 6). W moim osobistym życiu skupionym w dużej mierze na Kościele i edukacji, cały czas zderzam się z reakcyjnością i gonieniem za tym, by nadążyć za światem. Nie mam wpływu na wielkie reformy i strukturalne zmiany, ale na moim małym poletku mogę więcej zainwestować w uważność na to, co istotne i co współgra z rzeczywistością, w której żyję.

Wstęp do encykliki papież kończy znamiennym zawołaniem: „Nie lękajmy się pobrudzić sobie rąk na placu budowy naszych czasów” (MH 16), co w moim odczuciu jest przede wszystkim zaproszeniem do tego, żeby nie uchylać się od odpowiedzialności tworzenia naszych lokalnych wspólnot i szukania coraz to nowych dróg naprawiania świata kawałek po kawałku. Zacząć możemy od wysłuchania lęków i wątpliwości tych, z którymi nam nie po drodze, przy czym niewątpliwie można pobrudzić sobie ręce. 

© 2026 Spojrzenie Serca

Theme by Anders NorenUp ↑