Nowe jest zazwyczaj przerażające. Albo przynajmniej niepokojące i kłopotliwe. Osacza nas swoją nieprzewidywalnością, brakiem stałości i nieoswojoną wizją przyszłości. Zawsze jakoś wygodniej nam z tym co stare, znane i sprawdzone, nawet jeśli czujemy, że mogłoby nadejść coś co zmieni nasze życie na lepsze. Wyjście poza strefę komfortu czasem wymaga niebywałej odwagi.
Są też sytuacje, kiedy to nowe przychodzi nieuchronnie, bo taka jest naturalna kolej rzeczy. Jedno się kończy, a drugie zaczyna, tak samo jak po lecie przychodzi jesień, a po jesieni zima. Powinniśmy się spodziewać, być przygotowani. Jednak nawet jeśli to już czterdziesta jesień w naszym życiu, nadal nie wiemy do końca czego się po niej spodziewać. A co dopiero wtedy gdy zmiany dotyczą ludzi, miejsc i sytuacji, gdzie niewiadomych jest zbyt wiele, by dało się to ogarnąć naszą zapobiegawczą naturą. Najtrudniej jednak podchodzić do zmiany wtedy, kiedy to, co się skończyło, wydawało się na swój sposób doskonałe. Możemy wtedy wpaść w poczucie, że to co nadchodzi nieuchronnie nie wróży lepszego, a gorsze. Grozi nam nieustanne porównywanie i nostalgiczne odwracanie się za siebie. Może w naszej głowie zaświtać myśl, która zaświadczy o tym, że nasza dusza zestarzała się przedwcześnie: „To już nie będzie tak jak kiedyś”. Tymczasem wystarczy otworzyć szerzej serce, by zobaczyć, że nowe też jest piękne, tylko może w inny sposób, z innej strony i z inną intensywnością. Być może coś straciliśmy, ale w tym miejcu zyskaliśmy coś cenniejszego, co możemy łatwo przegapić. Jak mawia popularne powiedzenie: „Nie płacz, gdy zachodzi słońce, bo łzy nie pozwolą ci zobaczyć gwiazd.”
Podobnie było z przyjściem Jezusa na ziemię. Wielu odrzuciło Go jako tego, który narusza święty porządek i prawo dane Mojżeszowi. Inni zawiedli się Nim, kiedy okazało się, że jednak nie zakończy rzymskiej okupacji. Ale tym, którzy uwierzyli, dało zupełnie nowe życie. Życie wcale nie pozbawione cierpienia, ale takie, które wypełnione jest po brzegi pasją i prawdziwą radością. Bardzo dobrze widać to w Dziejach Apostolskich, które opisują wydarzenia u początków Kościoła. Ich autor (św. Łukasz Ewangelista) zapewne trochę podkolorowywał i opisywał wiele rzeczy w różowych barwach, bo z listów św. Pawła rysuje nam się obraz bardziej zróżnicowany i nie pozbawiony konfliktów. Nie zmienia to jednak faktu, że chrześciajanie żyli tak, że inni pragnęli się do nich przyłączać, bo zobaczyli nowość, która prawdziwie wyzwalała. Doskonale pokazuje to nowy serial, którym od kilku tygodni sie zachwycam – „Testament”, czyli współczesna adaptacja właśnie Dziejów Apostolskich (niestety na razie tylko po angielsku). Zapewne jeszcze o nim usłyszycie 😉
Zarówno w czasach pierwotnego Kościoła, jak i dzisiaj, mamy wybór. Możemy trzymać się tego co znane i oswojone z przekonaniem, że dobrze już było albo rzucić się w przepaść nieznanego z sercem pełnym ciekawości i uważności. Co oczywiście nie znaczy, że wszystko co nowe, jest dobre, bo zbyt wielu jest fałszywych proroków, którzy ogłaszają, że teraz jest czas wyjątkowy i czas przebudzenia, ale nic za tym realnie nie idzie. Nad nowością jednak warto się pochylić i zbadać czy przypakiem nie niesie dla nas czegoś wartościowego.
Przede mną w tym roku wiele nowego, które nieuchronnie nadejść musiało. Zaczęło się dobrym wykładem o życiu Marii Skłodowskiej-Curie i jej odwadze do przebijania wielu szklanych sufitów i znajdowania siły do pokywania niesamowicie trudnych życiowych przeciwności. Obyśmy mieli w sobie tyle otwartości i ciekawości życia, by w nowym przyjąć tego, który czyni wszystko nowe.
Potrzebowałam tych słów…
Dokładnie to stoi teraz przede mną. Dziękuję Ewa!
Mam też od czwartku w myślach i w sercu Pilota Macieja Krakowiana, który zginął w Radomiu, a zwłaszcza jego Rodzinę- Żonę, Synów… Otoczmy najczulszą modlitwą Tych, którym pękło serce, i ktorym tak ciężko pewnie teraz uwierzyć ze kiedyś jeszcze łzy przestaną płynąć, i zobaczą znów słońce i gwiazdy…
Dziękuję za nadzieję i wiarę w Tego który ma moc czynić wszystko nowe, i też ocalić to, co choć po ludzku sie skończyło, to jednak trwa…