Dzień Nauczyciela to taki dzień, kiedy wszyscy w naszym szkolnym światku przypominają sobie, że ważne jest bycie wdzięcznym. Uczniowie i dyrekcja dziękują nauczycielom, ale i my w tym dniu myślimy dużo bardziej o tym, co piękne, satysfakcjonujące i dające nadzieję, a mniej o tym co na codzień jest naszą frustracją. Przyznam, że wiele rzeczy już w życiu robiłam i nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się doświadczać tak ambiwalentnych uczuć związanych z moją pracą. Jako nauczycielka potrafię jednego dnia mieć wszystkiego dosyć i w myślach składać już wypowiedzienie, a kolejnego dnia spojrzeć w zafascynowane oczy ucznia, któremu właśnie udało się rozwiązać trudne zadanie i uznać, że mam najwspanialszą pracę na świecie. 

Tymczasem moja nowa klasa bije rekordy docenienia w gronie pedagogicznym, co nieustannie mnie zaskakuje. Jeśli wchodzisz do pokoju nauczycielskiego i kilku nauczycieli ma nieodpartą chęć opowiedzieć o tym, jak to się doskonale pracuje z twoimi uczniami, to wiedz, że to nie jest stan naturalny. Od mojej 1A dostałam świeczkę o bajecznie cynamonowym zapachu i herbatkę o nazwie „eliksir szczęścia”, co chyba dobrze obrazuje fakt, że niesamowite mnie szczęście spotkało, że znowu trafiła mi się fantastyczna klasa.

Dzisiaj też wysłuchałam bardzo wzruszającej przemowy naszej byłej polonistki, której dziękowaliśmy za wiele lat pracy. Przypomniała ona o tym, że w każdym uczniu drzemie nieodkryty potencjał, a my mamy ten przywilej, że możemy go pomóc odkrywać. Poza tym utwierdziała mnie w przekonaniu, że życzliwość i uśmiech są czasem wiele więcej warte na drodze tego młodego człowieka niż jakakolwiek wiedza, którą możemy w niego wlać. 

Wszystkiego najlepszego mojej nauczycielskiej braci. Niech nam się coraz lepiej dzieje w tej szkolnej rzeczywistości 🙂