Blog Ewy Bartosiewicz

Miesiąc: listopad 2025

To by wystarczyło

„To by wystarczyło”. Ta fraza pada wielokrotnie w modlitwie zwanej dayenu, którą odmawiają żydzi podczas wieczerzy sederowej w trakcie święta paschy. Ten moment był też jednym z tych, które najbardziej poruszyły mnie w trakcie piątego sezonu The Chosen (nasz komentarz do tego odcinka już jest na YT!). Podczas modlitwy przywoływane są kolejne interwencje Stwórcy w historię i wszyscy uświadamiają sobie, że każde z nich byłoby wystarczające, by na wieki żyć wdzięcznością. W serialowym przedstawieniu Jakub dodaje jeszcze kolejne wezwanie pokazujące, że po wybudowaniu światyni Bóg nadal zsyła kolejne dary – swojego Syna, Mesjasza. On wciąż działa! Przypominanie sobie cudów w moim życiu, w Kościele i w historii zbawienia sprawia, że potrafię z dużo większym dystansem i otwartością spojrzeć na sytuacje, które może nie zawsze są po mojej myśli. Zdaję sobie sprawę, że wszystko czym Bóg mnie obdarza to dużo więcej niż potrzebuję, ale tylko czasami zalewa mnie wdzięczność z powodu tych darów. 

Ostatnio moja rodzona siostra przesłała mi gospelową piosenkę, która pięknie mówi o tym, że tak naprawdę moglibyśmy obejść się bez wszystkiego co mamy, bo przecież Jego sama obecność i miłość wystarczą. Słyszymy tam też piękne i symboliczne imię Boga Jireh (hebr. Yahweh Yireh), które wywodzi się z biblijnego wydarzenia z Księgi Rodzaju, gdzie Bóg wystawia Abrahama na próbę poświęcenia swojego jedynego syna, Izaaka. Gdy Abraham już ma złożyć ofiarę, anioł powstrzymuje go i wskazuje na barana przywiązanego w zaroślach, który staje się ofiarą zastępczą. Abraham nazywa to miejsce Adonai Yirʾeh („Pan Zobaczy/Zaopatrzy”). Tę scenę w sposób rozdzierający serce pokazuje też The Chosen, kiedy Jezus modlący się w Ogrójcu wyraża swoją nadzieję, że Ojciec znajdzie i za Niego innego baranka. Tym razem jednak innego baranka nie ma. Jezus po to przyszedł na świat, by oddać życie za nas wszystkich. Zrobił to przecież dobrowolnie i przynajmniej od pewnego momentu wiedział już na pewno w jaki sposób umrze, a jednak nawet On miał chwilę słabości, kiedy nie wszystko było dla Niego jasne. Gdy zaczynam patrzeć z perspektywy tak ogromnej miłości, sama się dziwię, że są momenty, kiedy wydaje mi się, że czegoś mi brakuje. 

On widzi i On zaopatrza – daje wszystko, a nawet więcej. Myślę też, że magiczne słowo „wystarczy” warto czasami przyłożyć do swojego życia. Ja wielokrotnie łapię się na szatańskiej logice niewystarczalności, myśląc, że powinnam więcej robić, bardziej się troszczyć, mocniej się starać. Czasem wtedy słyszę jak Jezus mówi mi proste: „you are enough”, jesteś wystarczająca. Czasem dopiero to, co ja odpuszczę, daje przestrzeń by On mógł działać, by mógł okazać się Bogiem hojnym i rozrzutnym, który naprawdę widzi czego potrzebuję.   

 

Czas to miłość

Listopad to taki moment roku, w którym częściej myślimy o przemijaniu, śmierci, wieczności. Może bardziej zastanawiamy się nad tym, co ważne. Ja, jak co roku, odwiedzając moich bliskich na cmentarzu, postawiłam też znicz na grobie mojego nauczyciela geografii, który zmarł zupełnie nagle w dniu mojej ustnej matury z polskiego, czyli już ponad 23 lata temu. Nadal przed oczami mam jego dobrotliwą twarz i choć naprawdę niewiele niestety zdołał mnie nauczyć geografii, to jednak zapisał się w mojej pamięci. Może dlatego, że był zawsze po stronie uczniów; może dlatego, że był ludzki i życzliwy, a może po prostu dlatego, że miał dla nas czas.

Dlatego dziś o czasie kilka myśli. Czymże on jednak tak naprawdę jest? Dla Kanta – zmysłową formą naoczności, służącą do porządkowania wydarzeń. Dla wielu innych – czymś, co można wymienić na pieniądz, a później na pożądane rzeczy i usługi. Dla jeszcze innych, wśród których się odnajduję – najcenniejszym skarbem. Jak śpiewa na swojej najnowszej płycie Grzegorz Turnau: „choć nie pachnie, kształtu nie ma, nikt nie dotknął go ni raz, skarb każdego pokolenia, mamy czas! mamy czas!” I czasem żałuję, że pieniądz to nie czas i nie można zakupić dodatkowej godziny w ciągu dnia, żeby zmieścić się ze wszystkimi planami i marzeniami. 

W świecie instant, w którym żyjemy, może nam się wydawać, że cenimy nasz czas. Nie potrafimy czekać, wszystko chcemy mieć na wczoraj. Wydaje nam się, że każda chwila powinna być wykorzystana. Ostatnio kilka razy obił mi się o uszy cytat Earla Nightingale, który mówił: „Nigdy nie rezygnuj z celu, tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie”. To, co prawdziwie wartościowe, wymaga dojrzewania i nabierania smaku. Nie da się tego dostać od ręki, a efekty może dostrzeżemy po latach. Wiele razy też w życiu kierowałam się podobną maksymą, przypominając sobie, że czas nie był stracony, nawet jeśli do tego zamierzonego celu nigdy nie doszłam. Sama droga, na której się rozwijałam, nieustannie uczyłam, poznawałam siebie, był już wart ruszenia w nią, choćbym dotarła zupełnie gdzieś indziej niż zakładałam.

Jednocześnie wydaje się, że choć świadomie dostrzegamy wartość tego najcenniejszego zasobu, w jakiś przedziwny sposób ciągle go trwonimy. Chyba nigdy w historii nie przeskrollowaliśmy tyle cennych chwil, nie zaniedbaliśmy tak bardzo relacji na rzecz robienia kariery i innych „ważnych” rzeczy. Nigdy wcześniej tak bardzo nie baliśmy się tego, że coś nam umknie i nie prześladowało nas wrażenie, że choćby moment bezczynności sprawi, że rozleci nam się świat. Powoli tracimy zdolność kontemplacji, patrzenia w gwiazdy, marzenia, refleksji, a może najbardziej zwyczajnej nudy, która pozwoliłaby naszym umysłom na choć odrobinę wytchnienia.

Krótki jest czas dany nam tu na ziemi. Kiedyś u kresu życia, kiedy będziemy się zastanawiać czy dobrze go wykorzystaliśmy, nie będziemy oceniać jak bardzo byliśmy produktywni i ile zadań, miejsc i wrażeń odhaczyliśmy. Spojrzymy wtedy raczej na chwile spędzone w bliskości z ludźmi, Bogiem i samym sobą. Zdamy sobie sprawę z tego, że czas jest jedyną walutą, którą można zamienić na miłość. 

© 2026 Spojrzenie Serca

Theme by Anders NorenUp ↑